Rozdział 5 – Joga teraz!

Następnego dnia spotkałem się z Adamem w centrum miasta. Wziąłem ze sobą wygodne dresy i uśmiech na twarzy.

— Słuchaj, pójdziemy do mojej znajomej Lidki. Specjalistka od jogi, złota kobieta.

Przewróciłem oczami i zacząłem kiwać głową z uśmiechem.

— Czyli znowu mam „NICNIEROBIĆ”? Już kiedyś tego próbowałem i nie wyszło. Na macie wytrzymałem jakieś pięć minut.

Adam też się uśmiechnął i mówi:
— Twoja świadomość trochę się zmieniła, jesteś spokojniejszy po floatingu i hamakowej terapii. Myślę, że teraz możesz otworzyć się na jogę.

Odwiedziliśmy Lidkę w jej domu. Była to piękna zabytkowa kamienica. Wnętrze pachniało drewnem, kadzidłem i świeżo zaparzoną herbatą z imbirem. Lidka była bardzo otwarta, z uśmiechem jak słońce i płomiennymi włosami, które zdawały się tańczyć przy każdym jej ruchu. Wiecie, to taka osoba, przy której czujesz, że od razu możesz jej zaufać. W pokoju na półkach piętrzyły się książki i figurki Buddy, a w rogu paliła się świeca, rzucając ciepłe światło na ściany.

— No to witam nowego ucznia — powiedziała, mierząc mnie wzrokiem. — Adam dużo o Tobie opowiadał.

Rozłożyliśmy maty. Lidka stanęła na środku i zaczęła tłumaczyć:
— Joga to nie jest gimnastyka, to jest rozmowa z własnym ciałem. Każda asana to jak zdanie w tej rozmowie. Kiedy stoisz w pozycji, nie chodzi o to, żeby ją „zrobić” – chodzi o to, żeby w niej być. Oddech to Twój tłumacz. Jeśli oddychasz spokojnie, energia w ciele zaczyna płynąć równo, jak spokojna rzeka.

Przeszliśmy do pierwszych pozycji. „Tadasana” – brzmi banalnie: stać prosto. Tyle że moje ciało miało zupełnie inne plany. Po minucie zaczęły drżeć łydki, a w głowie kłębiły się myśli: „Po co ja tu przyszedłem?”

— Coś widzę, że słabo z Twoją kondycją, sportowcu — uśmiechnęła się Lidka. — Adam mówił, że szybko biegasz, a tu ledwo potrafisz ustać na macie.

Adam aż parsknął śmiechem.

— No co? — broniłem się. — W biegu przynajmniej jest ruch!
— Właśnie. Tu biegasz w środku — powiedziała Lidka, a ja już nie wiedziałem, czy to żart, czy głęboka mądrość.

I kolejna pozycja – pies z głową w dół. Pomyślałem: „Łatwizna”, dopóki moje ręce nie zaczęły się trząść jak galaretka, a pot nie spłynął mi po czole.

— Oddychaj — przypomniała Lidka. — Oddech jest mostem między ciałem a umysłem. Jeśli most się chwieje, cała konstrukcja zaczyna drżeć.

Próbowaliśmy też wojownika. Stałem szeroko, z rękami uniesionymi w górę, czując, jak biodra palą mnie od napięcia.

— Wojownik w jodze nie walczy z innymi — tłumaczyła Lidka. — Walczy z własnym chaosem
w głowie.

Pod koniec byłem spocony, zmęczony i… zaskakująco spokojny.

— No, powiem Ci, Adam… — wysapałem. — Myślałem, że joga to leżenie i patrzenie w sufit.
— To była dopiero rozgrzewka — odparł z uśmiechem.

Lidka dodała:
— Spokojnie, mamy sporo do zrobienia, ale jak się nauczysz słuchać swojego oddechu, to usłyszysz też siebie.

Po zajęciach usiedliśmy na podłodze, każdy z kubkiem parującej herbaty z imbirem i cytryną. W pokoju unosił się zapach palonego kadzidła.

— Wiesz, chłopaku — zaczęła Lidka — Twój problem to nie brak energii, tylko jej nadmiar wydawany w złym kierunku. Cały czas ją wypychasz na zewnątrz: biegasz, działasz, gonisz… Dopamina to taki sprinter w Twojej głowie.

Uśmiechnąłem się.
— No tak, to akurat rozumiem.
— A joga — kontynuowała — jest bardziej jak spacer po lesie. Uczy Twoje ciało, że nie musi odpalać wszystkich fajerwerków naraz. Przy wydechu mówisz układowi nerwowemu: „Spokojnie, jesteśmy bezpieczni”. I wtedy zaczyna się prawdziwa regeneracja.

Adam wtrącił:
— Dokładnie. Myślisz, że relaks to strata czasu, a to właśnie wtedy Twój organizm naprawia szkody, które robisz, pędząc.

Lidka dodała:
— Każda asana jest jak reset systemu. Kiedy robisz „psa z głową w dół”, głowa jest niżej niż serce, więc przepływ krwi się zmienia. To jak naciśnięcie przycisku „odśwież” w komputerze. Tylko że to twój mózg i ciało są tym komputerem.

Spojrzałem na nią z lekkim niedowierzaniem.
— Czyli co, jeśli będę ćwiczył te niewygodne pozycje, to odwyknę od tej wiecznej gonitwy?

— Jeśli będziesz ćwiczył uważnie — odpowiedziała z uśmiechem — to pewnego dnia nawet w środku wielkiego miasta poczujesz się tak, jak teraz na tej macie, ale pamiętaj, pierwszym krokiem jest zwrócenie uwagi na to, jakie paliwo dajesz swojemu organizmowi. Wszystkiego Cię nie nauczę, ale jest coś takiego jak wiedza ajurwedyjska. Przestudiuj to bardzo dokładnie
i naucz się karmić swoje ciało tym, co Ci służy. Co sprawia, że jedzenie staje się lekarstwem.

Popatrzyłem na Adama.
— Tyle informacji naraz… jak to wszystko ogarnąć?
— Powoli, małymi krokami — odpowiedział. —
I będzie Ci z tym coraz lepiej. Chcemy ze sprintera zrobić żółwia, a to wcale nie jest takie proste. Widzisz… wszystko na odwrót…

Wracaliśmy od Lidki. Słońce chyliło się ku zachodowi, a promienie odbijały się w szybie samochodu. Silnik mruczał cicho, a ja patrzyłem na przesuwające się za oknem drzewa.

— Wiesz co, Adam… — zacząłem. — Chyba pierwszy raz w życiu zacząłem łapać, o co chodzi w tej jodze. Poczułem, jak moja energia się zmienia… chociaż może to brzmi dziwnie, że o tym mówię, bo jeszcze niedawno nie wierzyłem, że coś takiego jak energia istnieje…

Adam uśmiechnął się, nie odrywając wzroku od drogi.
— Widzisz… właściwa osoba, właściwy czas. I wszystko zaczyna działać.
— Ale dlaczego akurat teraz? Przecież wcześniej słyszałem podobne rzeczy, byłem na zajęciach, czytałem książki, oglądałem filmy, ale to było jak… puste słowa.
— Bo zrozumienie nie przychodzi wtedy, kiedy je gonisz — odpowiedział spokojnie. — Ono przychodzi wtedy, kiedy przestajesz pędzić jak szalony…

Patrzyłem na niego w ciszy.
— Czyli wszystko było tu od początku?
— Tak — kiwnął głową. — Ale dopiero teraz masz oczy, żeby to zobaczyć. Wcześniej patrzyłeś, ale nie widziałeś, tak samo jak w parku. Jeśli ktoś, kto siedzi w pociągu i wpatruje się w smartfona — krajobraz mija, ale on nie zauważa, że za szybą widać piękne widoki.

Zachodzące słońce oświetliło jego twarz, a ja zacząłem się zastanawiać. Dlaczego wcześniej nie dostrzegłem tak wielu prostych rzeczy? Spojrzałem na drogę przed nami i powiedziałem…— I to jest ten spisek spokoju, tak?
— Dokładnie. — Adam mrugnął. — I nie masz z niego ucieczki…