Możecie mi wierzyć lub nie, ale kiedy Aleksander Wielki przybył do mojego uniwersum i wreszcie się zadomowił się w rajskim ogrodzie, zdradził mi coś, co całkowicie odmieniło moje postrzeganie historii. Powiedział, że jego wyprawa na Wschód nie była jedynie próbą podboju ani budowy imperium. Prawdziwym powodem podróży była ucieczka – a właściwie wyniesienie czegoś, co musiało zostać oddalone jak najdalej od jego królestwa.
Aleksander był bowiem w posiadaniu artefaktu, który budził grozę nawet wśród największych władców i filozofów tamtej epoki. To nie był miecz, korona ani skarb. To była… puszka. Puszka z Pandory, ale jak zwykle ktoś to przekręcił, być może dla żartu, sam już nie wiem…
Przez lata Aleksander strzegł jej jak największej tajemnicy, wiedząc, że w niepowołanych rękach mogłaby sprowadzić zagładę. Całe jego podboje były więc tylko pretekstem – w rzeczywistości dążył do tego, by oddalić artefakt od zachodniego świata i schować go gdzieś, gdzie nikt nie będzie w stanie go odnaleźć, ale nawet największy strateg musi kiedyś odpocząć. I właśnie wtedy, po latach czuwania, postanowił mi ją powierzyć.
– U Ciebie będzie bezpieczna – powiedział, patrząc mi prosto w oczy. – Jestem tego pewien…
Uśmiechnąłem się, czując dumę ale i zarazem ciężar odpowiedzialności. Znalazłem dla niej idealne miejsce – odosobnione, ukryte, niemożliwe do przypadkowego odnalezienia. Byłem przekonany, że tym razem nic jej nie zagrozi, ale zapomniałem o jednym.

O Karmie!
Karma, jak to Karma – ciekawska i beztroska, zawsze gotowa wpakować nos albo łapy tam, gdzie nie trzeba. Nie zrobiła tego specjalnie, raczej z dziecięcej naiwności. Może myślała, że w środku znajdzie coś do zjedzenia? A może po prostu uznała, że skoro coś jest zamknięte, to na pewno musi tam być coś ciekawego…
I stało się.
Puszka została otwarta…
Na początku trochę się przeraziłem. Myślę sobie będzie jadka: „Przecież to miała być mityczna katastrofa!”, ale nic się nie wydarzyło. Niebo się nie zaciemniło, ziemia nie zadrżała, ludzie nie wpadli w panikę, żadnej plagi egipskiej również nie zauważyłem. Zamiast tego Karma zaczęła oblizywać skrzynię i jej zawartość, merdając ogonem, jakby właśnie znalazła największy smakołyk
w dziejach ludzkości.
Podszedłem ostrożnie i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że w środku… mieści się nowiutki MacBook. Wyjąłem go, otworzyłem, a w środku – leżała złożona kartka. Rozwinąłem ją powoli i zacząłem czytać:
„Hej, chłopaku. Wiem, że ten list może Cię zdziwić, ale sądzę, że tylko Ty mogłeś ogarnąć ten mityczny bałagan. No bo kto odważyłby się otworzyć puszkę Pandory jak nie Ty… Co prawda z Pocahontas udało mi się jakoś dogadać – dostała w prezencie nowego iPhone’a. Na początku była strasznie nieufna i niechętna do współpracy – ale Aleksander? Nie mam bladego pojęcia, jak udało Ci się go przekonać, aby wrócił do domu… Mnie zabrakło już czasu, by rozwiązać tę zagadkę. Wierzę, że Tobie się uda.
Podpisano: Steve
P.S. Twoje hasło do MacBooka to “PlayerOne”. Opisz dokładnie tę historię i pokaż ją światu. Niech poznają absurdy naszej rzeczywistości.”
Zamknąłem oczy i roześmiałem się głośno, a Karma zaczęła szczekać. Zrozumiałem, że to, co nazywamy „katastrofą”, czasem okazuje się tylko początkiem kolejnej opowieści – a może nawet żartu, którym Wszechświat testuje naszą wyobraźnię.
I wtedy, gdzieś w oddali, zacząłem słyszeć znajomy głos:
– Chłopaku, chłopaku. Otwórz oczy… otwórz oczy…
Poczułem, jakbym zaczął się kołysać. Poczułem zapach kwiatów i ciepło.
Otworzyłem oczy – bujałem się w moim turkusowym hamaku, patrząc na waniliowe niebo.

Pewnie zastanawiacie się, w jakim świecie obudziłem się tym razem.
Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy było tylko projekcją w mojej głowie?
Szczerze? Sam już nie jestem tego do końca pewien.
Ale wiem jedno. Nie ma znaczenia, czy ta historia jest prawdziwa. Liczy się to, czy coś w Tobie poruszyła. A jeśli tak było — to znaczy, że wydarzyła się naprawdę.
a ja bujając się gdzieś pomiędzy światami, powtarzam światu:
Wolność to taniec duszy poza granicami lęku.
Wolność jest sztuką wyboru.