Z tygodnia na tydzień odzyskiwałem siły. Czułem się coraz lepiej, ale jednocześnie jakby coś niewidzialnego nadal trzymało mnie w miejscu. Nie wiedziałem, w którą stronę ruszyć. Czym się zająć? Co jest tym „moim” projektem domu? Cały czas widziałem siebie na bieżni — kręcącego się w kółko, ale bez celu. Strasznie mnie to irytowało, ale gdzieś w środku wiedziałem, że mam czekać. To moja lekcja do odrobienia — przestać gonić.
Pewnego dnia, po sesji floatingu, Adam spojrzał na mnie uważnie i powiedział:
— No, wydaje mi się, że teraz jesteś gotowy.
— Gotowy? Na co? — zapytałem.
— Na prawdę… — powiedział tajemniczo.
Zaśmiałem się.
— Zabrzmiałeś trochę jak Morfeusz…
Adam uśmiechnął się pod nosem.
—Kto wie może go spotkasz, ale w Twoim świece powinien być nieco bardziej pomarańczowy?
– Nie rozumiem o czym Ty mówisz?
– Niebawem zobaczysz. Wpadnij jutro do mnie do domu. Pokażę Ci, jak głęboko sięga królicza nora… — uśmiechnął się tajemniczo.

Następnego dnia stanąłem w progu jego mieszkania. Wyglądało… dziwnie. Ściany miały organiczne, falujące kształty, jakby ktoś wyrzeźbił je z miękkiej gliny. W różnych miejscach porozstawiane były lampy rzucające kolorowe światła — czerwone, błękitne, złote, a na jednej ze ścian wisiał obraz na egipskim papirusie ze świątynią, który kompletnie nie pasował do reszty wnętrza. Na podłodze, wśród poduszek, siedziała dziewczyna. Miała niebieskie włosy, które zdawały się świecić, i oczy mieniące się jak bańki mydlane.
— To Lucy — Adam przedstawił ją krótko.
Lucy spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
— Więc to Ty jesteś tym chłopakiem?
— Chyba tak… — odparłem niepewnie.
— Chyba? — zachichotała. — A może to tylko ktoś, kogo oglądasz z trzeciego rzędu w kinie?
Zmarszczyłem brwi.
— O co Ci chodzi?
Lucy uniosła palec, jakby przebijała balon niewidzialną igłą.
— Jung i Freud mówią nam coś o Ego… mój kochany kolego. Pytanie, czy ono w ogóle istnieje?
Parsknąłem śmiechem.
— Podważasz jego istnienie?
— Dokładnie! — zaraz sam go podwyższysz. — Nasze życie z bliska potrafi być dramatem, ale kiedy przyjrzysz się z dalszej perspektywy to komedia. Jeśli potrafisz patrzeć bez oceniania, odkrywasz, że nie jesteś ani aktorem, ani reżyserem. Jesteś wszystkim.
Na początku nie zrozumiałem, o czym mówi Lucy.
Adam skinął głową.
— Lucy jak zwykle trafia w punkt.
— Teraz zamknij oczy i pomyśl, czego byś chciał,
o czym marzysz — powiedziała Lucy, puszczając mi oko.
Zrobiłem głupią minę i pomyślałem: „Chciałbym stać się superbohaterem swojego życia, chciałbym żeby moje życie było jak film”.
— I co, masz to w głowie? — zapytał Adam.
— Tak.
— Świetnie. To wskakuj do mojego magicznego hamaka.
Pokój był niemal całkiem ciemny, a po ścianach przesuwały się miękkie fale światła z projektorów. Na środku wisiał fioletowy hamak, w który się położyłem. Materiał otulił mnie jak kokon. Po chwili poczułem dziwne, przyjemne wibracje w ciele — jakby każdy mięsień słyszał muzykę, której nie potrafiłem opisać. Im dłużej tam leżałem, tym spokojniej się czułem… Aż nagle obraz wokół mnie zaczął się psuć. Kolory stały się ostre, zacząłem odczuwać mocne dźwięki na ciele. Wszystko nabrało niepokojącego kształtu i czerwonego koloru. Tak jakbym trafił do filmu, który nagle zmienił gatunek na srogi dramat.
Zerwałem się z hamaka.
— Co jest?! — krzyknąłem, czując, jak serce przyspiesza.
Adam zachował spokój.
— Oddychaj głęboko i przestań się stresować. Jesteś w kinie, to tylko film w Twojej głowie. Zaraz się skończy. Widzisz teraz swoje programy z podświadomości. Bałagan, który tylko Ty sam możesz posprzątać. Przyjrzyj się im dokładnie i zapamiętaj, bo kiedy wrócisz, ważne, abyś ponownie dostrzegł je w swoim codziennym życiu i powoli próbował zmieniać tak, aby Ci służyły…
Uśmiechnąłem się pod nosem mimo strachu. Oddychałem powoli. Z każdym wdechem obraz łagodniał. Zrozumiałem, że gdy rodzi się we mnie strach, wszystko na zewnątrz robi się mroczne. Gdy w środku jestem spokojny, świat nabiera barw.
I wtedy poczułem się jak scenarzysta w kinie, którego ekran podłączony jest prosto do mojego umysłu.
Adam spojrzał na mnie uważnie.
— Teraz już rozumiesz?
— Tak… rozumiem.
— Tego nie da się wytłumaczyć. To trzeba przeżyć.
— O tak, każdy kto położy się w tym magicznym hamaku mówi to samo! — dodała Lucy, a jej głos rozbrzmiał jak echo z kilku kierunków naraz.

Oddychałem powoli. Obraz wokół mnie znów się rozmywał — tym razem w przyjemny sposób. Najpierw zobaczyłem niebo jak płótno malarza, na którym codziennie ktoś od nowa rysuje chmury. Potem pojawiła się ścieżka z kawałków szkła — każde odbijało inny moment mojego życia. Na końcu ścieżki czekała łódź. Wsiadłem i pozwoliłem, by nurt zabrał mnie dalej. Po obu stronach rzeki rosły drzewa, a ich liście były jak lustra. Widziałem w nich różne wersje siebie: te, które biegły, i te, które siedziały w ciszy. I wtedy usłyszałem głos Lucy, jak echo zza horyzontu:
— Pamiętaj, to Ty wybierasz, który obraz chcesz oglądać.
Łódź wpłynęła na ogromne, spokojne morze. Woda była tak gładka, że wyglądała jak szklana tafla. Spojrzałem w nią i zobaczyłem swój uśmiech — lekki, spokojny, taki, jakiego dawno w sobie nie widziałem, ale nagle tafla pękła. Fale runęły, niebo zrobiło się czerwone, a wokół mnie pojawiły się setki twarzy – moje własne, krzyczące i przerażone. Serce waliło mi jak młot, miałem wrażenie, że znikam.

— Co się dzieje?! — jęknąłem.
Lucy stanęła nade mną jak hologram. Jej oczy świeciły jak dwa księżyce.
— To tylko Twoje ego umiera. Pozwól mu…
Upadłem w nicość, czułem się, jakbym spadał w jakąś otchłań. Nie było ciała, nie było myśli. Tylko cisza i przestrzeń bez granic…
I wtedy… nagle poczułem coś niezwykłego. Jakbym widział całą rzeczywistość warstwa po warstwie. Jak komputerową symulację, którą mogłem zmieniać jak slajdy. Pomarańczowy kod, potem fraktalne kształty światów.
— Adam… — wyszeptałem, gdy wracałem do ciała. — Czuję, jakby cała rzeczywistość była cyfrowa, widzę wszystko jak hologram. Mogę zobaczyć ją na każdej warstwie. I to jest dziwne… bo mam wrażenie, że wiem wszystko.
Adam tylko się uśmiechnął.
— Witaj po drugiej stronie. Jesteś teraz podłączony do źródła…
Mrugnąłem oczami. Obraz zniknął. Byłem znów w ciemnym pokoju, w fioletowym hamaku.
Adam patrzył na mnie z półuśmiechem.
— I jak podróżniku, leżałeś tylko w zwykłym hamaku, ale to była niezwykła podróż, czyż nie?
— Ten hamak nie jest zwykły, on naprawdę jest magiczny, jakbym oglądał film… — odpowiedziałem. — Ale taki, który sam mogę napisać. To wszystko zmienia. W takim układzie moje życie zależy ode mnie, nie jestem skazany na los.
Lucy dodała cicho, jakby sama do siebie:
— I o to chodzi, tu trzeba czasu i wytrwałości, warstwa po warstwie odnajdywać siebie.
Wracałem tego dnia do domu powoli, czując, że coś w moim wnętrzu znowu się przesunęło i to bardzo mocno. To doświadczenie w hamaku pozwoliło mi zmienić perspektywę pojmowania świata, który nas otacza. Zrozumiałem, że jeśli chcę zobaczyć nowy film, nie mogę siedzieć w starym kinie. Trzeba wstać, wyjść… I wyruszyć w nieznane.